instagram facebook instagram
  • ♥
  • O mnie
  • Kategorie
    • Fotografia
    • Ciąża
    • Macierzyństwo
    • Lifestyle
    • Podróże
    • Przemyślenia
    • Zojostylówka
    • Mamostylówka
  • Kontakt
  • Usługi foto

Fotografia, podróże, macierzyństwo


Jak przygotować się na współpracę 

z fotografem podczas Chrztu Świętego Waszej pociechy? 


Spieszę z pomocą ♥ Jeśli zastosujecie się do moich wskazówek - piękne zdjęcia i uwiecznienie wszystkich najważniejszych chwil GWARANTOWANE!

Istnieje jeden, najważniejszy punkt ze wszystkich:

1. Nie jestem dla Was "Panią" Fotograf! Jestem Paula i proszę sobie to wbić do głowy! :D Skrócenie dystansu pozwala Wam, jako klientom, poczuć się przy mnie swobodniej, mniej się krępujecie i zachowujecie się naturalniej. Dzięki temu łatwiej jest mi uchwycić prawdziwe momenty z całego przebiegu uroczystości.



PRZYGOTOWANIA

W zależności od pakietu możecie mieć zdjęcia z przygotowań, lub też nie. Osobiście polecam tego typu ujęcia, jednak trzeba pamiętać o tym, aby odpowiednio się do nich przygotować: 

MIEJSCE

Postarajcie się, aby przestrzeń, w której będziecie się szykować była posprzątana (brak zbędnych rzeczy, ubrań, itp.) - chodzi tutaj zarówno o czystość kadru, ale także o Wasz komfort, abyście nie martwili się i nie stresowali, że na zdjęciach pojawi się np. brudna ścierka, czy czyjaś piżama. :) 

CO PRZYGOTOWAĆ?

Tak naprawdę najważniejszy jest spokój, uśmiech i naturalność. Będę u Was z odpowiednim wyprzedzeniem, więc nie warto dodatkowo zamartwiać się, że z jakiegoś powodu nie zdążymy do Kościoła. Przygotujcie także w jednym miejscu ubranka i detale do fotografowania (buciki, Świeca, szatka, itp.)

Na zdjęcia z przygotowań przeznaczam zazwyczaj ok.40min-1h. To w zupełności wystarczy, a czasami uda mi się zrobić wszystkie zdjęcia wcześniej. Zostawiam Was wtedy i udaję się do Kościoła, gdzie sprawdzam ustawienie ławek, Chrzcielnicy, dostosowuję ustawienia aparatu.



MSZA ŚWIĘTA

Upewnijcie się, czy Chrzest ma miejsce podczas Mszy Świętej, czy już po niej. Pamiętajcie, aby dowiedzieć się ile Chrztów odbędzie się podczas tej Mszy i postarajcie się być odpowiednio wcześnie, żeby zająć pierwszą ławkę w dogodnym dla mnie, jako dla fotografa, miejscu. Poproście gości, aby nie dokumentowali uroczystości swoimi telefonami, aby mi nie przeszkadzać. Sama miałam jedną taką przykrą sytuację - w najważniejszym momencie, podczas polewania główki dziecka, jeden z wujków wszedł mi w kadr i zasłonił dziecko. Niestety, rodzice musieli się wtedy zadowolić ujęciami od owego wujka, ponieważ sami zaakceptowali fakt "drugiego fotografa" mimo moich próśb i uwag co do tego.



Jeśli dziecko nie śpi podczas Mszy, śmiało możecie trzymać je na kolanach, czy też na rękach (chwilę mama, tata, Chrzestni - dzięki temu będziecie mieli różnorodne ujęcia z Kościelnych ławek).

Podczas wykonywania znaku krzyża na główce maluszka zwróćcie uwagę na to, by nie zasłonić mu twarzy całą ręką oraz aby nie stać do mnie tyłem - postarajcie się spojrzeć kątem oka gdzie znajduję się z aparatem. NIE SPIESZCIE SIĘ! Róbcie to powoli albo nawet zatrzymajcie na chwilę rękę na główce dziecka, abym mogła zrobić dobre ujęcie.



Kulminacyjnym momentem jest oczywiście polanie główki dziecka przez Księdza - wtedy skupcie się na tym, aby nie zasłonić mi całej sceny - czasami stoję nieco dalej od Was, aby uchwycić szerszy kadr. 

Nakładanie białej szaty przez Matkę Chrzestną - należy to robić powoli, bez pośpiechu, można spokojnie przez kilka sekund poprawiać szatkę. Pamiętajcie, żeby nie stać do mnie tyłem i aby napis na szatce był skierowany w moją stronę. Podobnie z zapalaniem świecy przez Ojca Chrzestnego - najlepiej stanąć bokiem do aparatu i - znowu - bez pośpiechu!



Podsumowując: musicie pilnować, by nie odwracać się do mnie tyłem, nie zasłaniać dziecka i nigdzie się nie spieszyć, a na pewno uda mi się złapać piękne kadry!

Po Mszy, kiedy większość ludzi opuści już Kościół, a organista zakończył grę - zapraszam Was na pamiątkowe zdjęcia na Ołtarzu. Od Was zależy czy będzie to tylko zdjęcie z rodzicami, z chrzestnymi, z dziadkami, czy też z całą obecną rodziną. Zazwyczaj wiele zależy od tego, czy zostaję z Wami także na przyjęciu, ponieważ tam mamy więcej czasu i spokoju, aby wykonać pamiątkowe zdjęcia pozowane.



PRZYJĘCIE

Pierwszym punktem przyjęcia są przeważnie życzenia - chociaż tutaj dużo zależy od samego zainteresowanego, który niejednokrotnie po Mszy bywa głodny i zmęczony. Jako rodzice znacie najlepiej swoje dziecko - jeśli wiecie, że powinno teraz zjeść - nakarmcie je PRZED życzeniami. Jeśli boicie się, że goście zaczną ustawiać się w kolejce zanim cokolwiek powiecie, pomyślcie o tym już przed Chrztem i zorientujcie się, czy macie możliwość skorzystania z pokoju do karmienia. Możecie po przyjeździe z Kościoła udać się z dzieckiem prosto do pokoju, w którym je nakarmicie. Unikniemy wówczas zdjęć, na których maluszek domaga się uwagi i płacze na każdym ujęciu ze składania życzeń, a chyba nie na tym nam zależy?;)

Podczas przyjęcia staram się uchwycić emocje gości, rozmowy, uśmiechy, zabawę dzieci. Następnie przeważnie jest obiad - proszę, poinformujcie mnie wcześniej czy przewidujecie dla mnie miejsce przy stole i porcję obiadową (nie wymagam tego - jest to informacja, która pozwala mi poczuć się komfortowo i jeśli takiej porcji nie przewidujecie, mogę np. wyjść na zewnątrz w oczekiwaniu aż goście zjedzą, czy zamówić sobie kawę i usiąść w jakimś miejscu z boku zamiast krzątać się bez celu po sali). 

Po obiedzie, kiedy wszyscy są już rozluźnieni, zapraszamy gości do pozowanych ujęć z Waszą pociechą - możecie przekazywać dziecko innym na ręce lub stać razem z nimi (jest to lepsze rozwiązanie i mniejszy stres dla dzidziusia). Jeśli dziecko śpi, wówczas decyzja czy chcecie je obudzić, czy też nie - należy do Was. Możemy oczywiście poczekać i mieć nadzieję, że zdąży się obudzić przed końcem czasu mojego zlecenia, ponieważ w zależności od wybranego pakietu mogę być z Wami przez określony czas. 

Jeśli chcecie mieć zdjęcia tortu - to także musicie zaplanować tak, aby został on podany w czasie, w którym z Wami będę. 

I to w zasadzie chyba wszystko, jeśli chodzi o zdjęcia podczas uroczystości Chrztu Świętego. ♥

Podobny post chciałabym przygotować dla fotografów - jak się przygotować? Gdzie się ustawić? Co robić, a czego lepiej unikać? O co zapytać klientów? Jak przygotować wycenę? itd.

Jesteście zainteresowani taką tematyką?
Jakie sesje chcielibyście omówić następnym razem?

10/27/2022 No komentarze

 


 
Cześć!
Dzisiejszy post będzie typowo macierzyński. Chciałabym napisać o trudnościach powrotu na ścieżkę zawodową po urlopie macierzyńskim - zwłaszcza w sytuacji takiej, jak moja, czyli braku pracy po tym urlopie. 
Pierwszą trudnością była chyba ogólnie ujęta niewiedza. Los postanowił nas jeszcze "dopieścić", w związku z czym Paweł razem ze mną szukał pracy. Nie wiedzieliśmy które z nas ją znajdzie najpierw, w jakich będzie godzinach, jaką będziemy mieli płacę. Przed końcem mojego urlopu Paweł wyjechał za granicę na miesiąc, abyśmy mieli jakieś oszczędności. Wtedy też zarezerwowaliśmy miejsce w żłobku dla Zoi. Tutaj także nie wiedzieliśmy jak to będzie z miejscami w żłobkach we wrześniu, dlatego postanowiliśmy mieć w zanadrzu cokolwiek.
To "cokolwiek" okazało się strzałem w kolano, głównie w momencie, w którym oboje zostaliśmy zatrudnieni. Ja pracuję od 6:00, Paweł od 7:00, a żłobek... najwcześniej otwarty od 7:30... Nasze wpisowe oczywiście przepadło i zostaliśmy w sytuacji bez wyjścia. Pozornie. Postanowiłam zadzwonić do żłobka, w którym kiedyś pytałam o wolne miejsca, ale ich nie było. Okazało się, że 1. września jedno dziecko przechodzi do przedszkola, więc zwolni się dokładnie jedno miejsce. Kilka godzin, kolejne wpisowe zapłacone, umowa podpisana. Z jednej strony odetchnęłam z ulgą.

PIERWSZY ŻŁOBEK - 3 DNI ADAPTACJI
Na podstawie tego doświadczenia uważam, że adaptacja bez wydłużania czasu pobytu dziecka w żłobku jest nie efektywna (oczywiście w przypadku naszej Zojki, z każdym innym dzieckiem może być inaczej). W każdy z tych trzech dni Zoja spędziła w żłobku dokładnie godzinę. I z każdym dniem było gorzej. Mogło być też tak, że "ciocie" nie przypadły jej do gustu. Ostatniego dnia miałam duże wyrzuty sumienia odbierając ją całą zapłakaną, z czerwoną buzią i spuchniętymi oczkami... I przyznam się szczerze, że to był drugi powód, który utwierdzi mnie tylko w sensowności zmiany placówki.

DRUGI ŻŁOBEK - 4 DNI ADAPTACJI
Pierwszego dnia udało mi się zaprowadzić ją osobiście. Była tam godzinkę. Kiedy po nią przyszłam była zapłakana, ale to, co zobaczyłam - szczerze upewniło mnie, że zmiana żłobka to był dobry wybór. Była wtulona w "ciocię", a nawet nie chciała się od niej oderwać, kiedy inna powiedziała jej, że mama przyszła! Dopiero kiedy usłyszała mój głos to wyciągnęła ręce do niej. Czułam, że jest tam zaopiekowana i otrzymuje tyle czułości, ile potrzebuje w trudniejszych momentach. Kolejnego dnia została już na 2 godziny, odprowadzona i odebrana przez moją kuzynkę. Znowu trochę płakała, ale momentami dołączała do zabawy z dziećmi i było lepiej niż dzień wcześniej. Kolejną rzeczą, która upewniła mnie, że nasza decyzja była słuszna, były... smsy od "cioć" ze żłobka! Siedząc w pracy na szkoleniu i głowiąc się co tam u niej, czy wszystko okej, otrzymanie takiej wiadomości ze zdjęciem to nieopisane uczucie!

Kolejnego dnia spędziła tam już 4 godziny i wnioskując po kolejnych zdjęciach od "cioć" było dużo lepiej!


I ostatniego, czwartego dnia adaptacji, została sama na 6 godzin - odprowadzona i przyprowadzona przez Babcię. Następnie przyszedł weekend odpoczynku od żłobka i od poniedziałku ruszyliśmy już z docelowymi godzinami pobytu Zojki w żłobku. Trochę się obawiałam, ale ten mały skurczybyk, mimo że jeszcze malutki i wrażliwy, świetnie się tam odnalazła!

MOJE GŁÓWNE ZMARTWIENIE: SAMODZIELNOŚĆ
Zoja nie może mieć w żłobku swojego kubeczka z rurką na picie ani butelki z mlekiem, które jeszcze pije przed drzemką. Panie w żłobku chciałyby także, aby potrafiła samodzielnie jeść. Oczywiście na razie jej pomagają, ale kładą duży nacisk na samodzielność w tym temacie. Kiedy to usłyszałam i zaczęłam o tym myśleć - naprawdę się przestraszyłam. Jednak kiedy przegadałam sprawę z Pawłem i kilkoma mamami, które były lub są w temacie, trochę mi przeszło. Zoja nie jest niejadkiem. Uwielbia próbować nowych rzeczy i w ogóle bardzo lubi jeść - więc to jeden wielki plus w tych warunkach. Jeśli nie poradzi sobie sztućcami - zje wszystko rączkami, więc przestałam się o to zamartwiać. 
Wrzucam ten post w etykietę "zlobek", ponieważ na pewno jeszcze nie jeden w tej serii się pojawi. Kolejny planuję napisać za jakiś miesiąc, opisując jak nam ten czas minął i jak dajemy radę. ;) Mam w planie także opisać na co powinniśmy zwracać uwagę przy wyborze żłobka, bo to jak my wybraliśmy pierwszy - było chyba najgorszym sposobem z możliwych, haha.

 Dajcie znać jeśli macie jeszcze jakieś pytania!
Buziaki :-*

PS. Ten post napisałam w pierwszym tygodniu uczęszczania Zojki do żłobka. Od tamtej pory minął miesiąc. W następnym poście dowiecie się czy/jeśli tak, to co się zmieniło odkąd Zoja przebywa między dziećmi każdego dnia; jak u nas z odpornością; czy Zojkson nie chodzi głodna?:o - i wiele innych rzeczy, które przyjdą mi do głowy w trakcie pisania. :D


10/01/2020 1 komentarze

 

Jestem idealną Mamą.

Dla swojego dziecka. 

I Ty też nią jesteś - dla swojego. Ty też, i Ty także. 

Każda z nas jest idealną Mamą dla swoich dzieci.



Jeszcze zanim dowiedziałam się, że będę mamą - wiedziałam, jaką mamą chcę być.
Chcę dawać mojemu dziecku poczucie bezpieczeństwa, zaufanie ode mnie, ale też i do mnie. Chcę, żeby wiedziała, że zawsze może na mnie polegać, że wszystko może mi powiedzieć. Oprócz tego, żeby o tym wiedziała - chcę, żeby z tego korzystała. Chcę dawać jej możliwości. Możliwości poznawania, zwiedzania świata, możliwości próbowania czego zechce - jazdy konno, pływania, czy gry na ukulele. Chcę dawać jej możliwość popełniania błędów i wyciągania z nich wniosków. Chcę dawać jej możliwość bycia nieidealną, ale zawsze dobrą, empatyczną i rozważną. Chcę dawać jej możliwość bycia SOBĄ.




Jeśli będzie chciała włożyć strój batmana na zakupy - powiem jej "śmiało!". Chcę, żeby była dzieckiem najdłużej jak będzie mogła i wykorzystując ten dziecięcy czas najmocniej, wyciskając z niego najmniejszą kropę wspomnień, przygód, radości, śmiechu, płaczu, braku odpowiedzialności, zabawy, zawsze rozdrapanych kolan, czy rączek w piasku.




Chcę dać jej najpiękniejsze dzieciństwo, jakie jestem w stanie, okraszone ciepłem, bezpieczeństwem, wartościami, miłością, prawdą, szczerością i opatulone naszymi "tatowymi" i "maminymi" ramionami.


 Bo... jestem idealną mamą.


Strój mamy: góra House, dół h&m.
Strój Zoi: flamingi Lindex (sh) , biedronka Nutmeg (sh)


Miejsce: Zalew Kryspinów k.Krakowa


8/15/2020 2 komentarze


SKŁADNIKI:
- 4 łyżeczki nasion chia
- pół szklanki mleka sojowego
- 4 łyżki mąki jaglanej
- 2 jajka
- 2 dojrzałe banany

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
1. Nasiona moczymy w mleku przez kilka godzin, aby napęczniały (najlepiej zostawić na noc).
2. Odcedzamy nasiona przez sitko, aby pozbyć się nadmiaru mleka.
3. W misce blendujemy nasiona, mąke, banany i żółtka jajek.
4. Z białek ubijamy pianę i dodajemy do masy - wszystko mieszamy.
5. Smażymy na rozgrzanym oleju kokosowym po 2-3min z każdej strony lub na suchej patelni nieprzywierającej.



Nasza propozycja na śniadanie - owocowe bum!

♥ Placuszki jaglane
♥ Mus jabłkowy
♥ jogurt z jagodami
♥ banany

Wiek Zoi: 10 miesięcy

6/26/2020 No komentarze
Spóźnione - ale musi być!

STYCZEŃ

Dowiedzieliśmy się, że mały skrzat rośnie w moim brzuchu - i na tym głównie opierał się cały rok. Pierwsze wizyty u lekarzy, badania, dużo stresu i nerwów. W międzyczasie spontaniczny wypad do Zakopanego. <3


LUTY

Super Walentynki dla Pawła <3 Przygotowałam mnóstwo balonów, torcik i parę innych, uroczych rzeczy. :D Odwiedziła mnie Mama z rodzeństwem i udało mi się zrobić kilka fajnych zdjęć.


<12 tc>

MARZEC

Mała wycieczka do Lanckorony - piękna wioska, do której zresztą później jeszcze raz wróciliśmy w 2019 :D Po raz kolejny dużo stresu, głównie związanego z pracą i ogarnięciem wszystkiego związanego z naszą małą niespodzianką, załatwianie badań i szukanie mieszkania.


KWIECIEŃ


Moje 21. urodziny! W tym miesiącu poznaliśmy też płeć mojego brzuszka. :D



MAJ


Wreszcie trochę odetchnęłam od pracy, wszystko w miarę się ustabilizowało, a 25 maja otrzymaliśmy klucze do nowego mieszkania! <3



CZERWIEC


Powoli zbliża się końcówka ciąży. Kompletujemy wyprawkę i szykujemy dziecięcy pokoik. Mała wycieczka do Kryspinowa.






LIPIEC

Wycieczki, wycieczki! Mam wrażenie, że to dzięki pozostawaniu tak aktywną, sam poród przebiegł tak fajnie i sprawnie. Znowu byliśmy na Kryspinowie, świętując urodziny przyjaciela. :D Później przyjechała w odwiedziny do nas moja mama z rodzeństwem i ciocia z synami. Pokazaliśmy im Dobczyce, Lanckoronę, Wadowice. Zdążyłam jeszcze pojawić się na weselu swojej kuzynki !





SIERPIEŃ


Kolejne odwiedziny, małe wycieczki i oczekiwanie, żeby 21 sierpnia wreszcie ją poznać <3 Więcej na temat ciąży i narodzin pisałam tutaj<.

<37 tc>



WRZESIEŃ

Uczymy się funkcjonować we troje <3


PAŹDZIERNIK

Udało nam się wyjść z 2-miesięczną Zojką na Morskie Oko !



LISTOPAD


Chrzest Zojki - pierwsza taka duża "impreza" rodzinna organizowana przez nas i u nas. :)




sukienka - selfieroom

GRUDZIEŃ

Dużo nieprzyjemnych sytuacji, przykrych słów. Święta Bożego Narodzenia załagodziły wszystkie konflikty - piękny czas, choć naprawdę bardzo męczący.







Zoja, aka Zojka, Zojkson, Zojanusz, Zojek, Andżelina, czy Ferdynand - to już dojrzała, niemal 5miesięczna kobietka, która zmieniła w tym roku nasze życie o 180* i strzelam, że w kolejnych latach pozmienia je do tego stopnia, że braknie skali. :D Pewnie, że się bałam jej przyjścia na świat (i nie mam tutaj na myśli porodu). Pewnie, że miałam obawy, a na początku ciężko było mi przełknąć to wszystko, ale wiecie co? Kiedy na nią patrzę - nie cofnęłabym czasu za żadne skarby! Jest najcudowniejszym dzieckiem, jakie moglibyśmy sobie wymarzyć - albo jeszcze cudowniejsza! Jest po prostu idealna. I w ogóle jest fajnie, rodzinnie, ciepło u nas. Uczymy się codziennie nowych rzeczy przy niej, uczymy się też siebie nawzajem. Dowiaduję się nowych rzeczy o Pawle, a on pewnie o mnie. Poznajemy siebie i swoje zachowania w nowych sytuacjach. I jest po prostu DOBRZE. <3


1/17/2020 1 komentarze
Older Posts

OBSERWUJ

  • INSTAGRAM
  • TIKTOK
  • FACEBOOK

Labels

blog ciąża food fotografia inspiracje Irlandia kosmetyki lifestyle makeup maternity podróż podsumowanie poród postanowienia przemyślenia recenzja style ślub tag TESTUJĘ wishlist wnetrza Wroclove zlobek Zojostylówka zwierzęta

Created with by ThemeXpose